Shulem Deen, "Kto odejdzie, już nie wróci. Jak opuściłem świat chasydów" [FRAGMENT KSIĄŻKI] (2023)

Table of Contents
Zobacz także *** FAQs Videos

Zobacz także

"Unorthodox": odzyskując siebie [RECENZJA]

Węglarczyk: "Unorthodox" ma wady techniczne, ale siła oddziaływania tego serialu jest ogromna [PODCAST]

To miało być wesele dla 10 tys. gości. Wkroczyli urzędnicy

W chwili, gdy postawił sobie po raz pierwszy pytanie o sens surowych ortodoksyjnych zasad, wkroczył na trudną ścieżkę, która po latach doprowadziła go do porzucenia świata chasydów. Odchodzenie bolało dwukrotnie. Pierwszy raz, kiedy uświadomił sobie, że już nie wierzy w prawdy, na których zbudował całe życie. Drugi – gdy w końcu opuścił swoją społeczność i musiał odnaleźć się w świecie, którego nie znał i nie rozumiał, zmierzyć się z samotnością i odrzuceniem.

Deen barwnie i szczegółowo opisuje świat skwerczyków – jednego z najbardziej ortodoksyjnych odłamów chasydów. Ale jego książka to przede wszystkim głęboko humanistyczna refleksja nad istotą wiary oraz niezbywalnym prawem do wolności i poszukiwania własnej drogi.

***

Kilka dni przed Chanuką, późnym wieczorem, Berish i ja poszliśmy poprosić rebego o rozmowę. Gabaj, reb Shia, starszy sekretarz rebego, siedział w biurze przylegającym do jego pokoju, a kilku chasydów czekało w dużej, jasno oświetlonej poczekalni, chodząc nerwowo, recytując psalmy albo siedząc w ponurym milczeniu. Reb Shia wypisał kwitl, moją prośbę na małej białej kartce, i zignorował pytanie Berisha, jak długo przyjdzie nam czekać. Mijały godziny, jedna po drugiej, mężczyzn wzywano po kolei do rebego, wkrótce wynurzali się z uśmiechem dla ponurego odźwiernego, wsuwając mu w dłoń dziesięcio- czy dwudziestodolarowe banknoty, teraz zadowoleni, z lekkim sercem i umysłem.

W końcu nadeszła moja kolej. Wcześniej widywałem rebego tylko podczas pośpiesznych błogosławieństw i przelotnych uścisków dłoni, nigdy nie pytałem go o radę w sprawach osobistych. Teraz po raz pierwszy miałem podjąć decyzję na podstawie wskazówek rebego. Ta myśl mnie uspokoiła. To szczególny przywilej chasyda – dostęp do Bożego natchnienia przekazanego przez cadyka, doskonałego sprawiedliwego.

  • ZOBACZ TAKŻE: Setki ortodoksyjnych żydów próbują dostać się na Ukrainię

Rebe siedział u szczytu długiego stołu na rzeźbionym, złoconym fotelu obitym kosztownym niebieskim materiałem. Widziałem, że patrzy na drzwi, obracając w palcach złoty kieszonkowy zegarek. Czoło zraszał mu pot, solidna sylwetka i siwiejąca broda wydawały się być tak blisko, takie rzeczywiste – inaczej niż w szulu, gdzie rysował mi się tylko z daleka jako niewyraźna postać. Stół zaścielały kartki z prośbami od wcześniejszych gości, zmieszane z tradycyjnymi prezentami pieniężnymi – dwudziesto-, pięćdziesięcio- i studolarowymi banknotami.

Nu, gaj szojn! – Odźwierny popchnął mnie, gdy zawahałem się w drzwiach. – Idź już!

(Video) Life after Leaving Orthodoxy: Basya Schechter & Shulem Deen (The Jewish Week)

Nie było czasu na podziw czy trwogę; inni czekali na swoją kolej. Berish odsunął się na bok, ja zaś podałem rebemu kwitl i patrzyłem, jak czyta: "Shulem Aryeh syn Brachy. O błogosławieństwa i odkupienie".

Berish podszedł bliżej i powiedział rebemu, dlaczego przyszedłem: proponowano mi na żonę dziewczynę, a ja chciałem zasięgnąć rady. Rebe patrzył na mnie przez chwilę, a potem, z błyskiem rozpoznania, nagle się ożywił.

–Ach tak, tak, tak. Oczywiście! – Druga strona też szukała jego rady, powiedział. – Dobry związek, wspaniały związek. Tak, tak. Wspaniale, prawda? – Rebe uśmiechnął się, oczy mu zabłysły, a wokół pojawiły się zmarszczki.

–On nie jest pewien – powiedział cicho Berish. – Ma wątpliwości, pytania na ten temat.

Rebe spojrzał na mnie nad złotymi oprawkami okularów i uniósł krzaczaste brwi z wyrazem zdziwienia.

–Pytania? Jakie pytania?

Jakie miałem pytania? Stałem tu przed "sprawiedliwym, podstawą świata", który pytał, dlaczego być może nie pragnę związku, który on już uznał za "wspaniały". Przeniosłem spojrzenie z pytających oczu rebego na obrus z ciężkiego brokatu, a potem stosy kwitli, ale słowa nie przychodziły. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, że nie mam pytań. Nie tak naprawdę.

Po prostu nie chciałem tego małżeństwa.

  • ZOBACZ TAKŻE: Żydzi z całego świata ponownie zjechali do małego polskiego miasteczka

W głębi serca czułem, że nie jest to właściwy związek, że rzeczy, których o Gitty Goldstein nie mówiono, są równie znaczące jak te, które mówiono, i że zapewne nie usłyszę niczego, co by to zmieniło. Być może miałem nadzieję, że rebe powie mi coś nowego i miłego o tym małżeństwie, ale tak naprawdę chciałem otrzymać zgodę, żeby odmówić. Chciałem, by rebe powiedział, że skoro go nie chcę, to w porządku, że pojawi się coś lepszego i że nie trzeba się wstydzić powiedzieć "nie", że to nie jest okrutne – choć wiedziałem, że Gitty Goldstein czeka w tej chwili na wiadomość od swata. Chciałem usłyszeć od rebego, że nie potrzebuję powodu, by powiedzieć "nie", potrzebuję natomiast powodu, by powiedzieć "tak". Jednak rebe już oświadczył, że związek jest wspaniały: nie mówiło się rebemu, co się chce usłyszeć. Słuchało się i przyjmowało.

Rebe czekał z uniesionymi brwiami, potem przeniósł wzrok na trzymany w ręku kwitl i z powrotem na mnie.

–Chaim Goldstein to znakomity człowiek ze znakomitą rodziną – przemówił w końcu i dodał, że słyszał bardzo dobre rzeczy o kerenie. – Ten keren to dobry keren – powiedział.

(Video) A Talk with Shulem Deen

Keren to podstawowy fundusz w inwestycji finansowej. Dopiero po chwili zrozumiałem, o czym rebe mówi. To jasne, że nie powiedziałby "dziewczyna", nie użyłby słowa tak oczywiście kobiecego, iż wymówienie go byłoby niewłaściwe. Zamiast tego dziewczyna została kerenem, funduszem. Ta inwestycja – mówił rebe – to dobra inwestycja.

  • ZOBACZ TAKŻE: O pożyciu intymnym dowiadują się w dniu ślubu. Życie i małżeństwa ortodoksyjnych Żydów

–To dobra rzecz, ten keren – powtórzył i wykonał szeroki, pełen entuzjazmu gest. – Dobry keren. Znakomity keren. Ech, nie ma się o co martwić. – Opuszkami palców dotknął mojej dłoni. – Niech Najwyższy obdaruje cię łaskami. Niech ten związek zostanie korzystnie zawarty.

Kilka dni później znalazłem się na tylnym siedzeniu samochodu w drodze do domu, w którym miałem się spotkać z przyszłą żoną. Był początek grudnia, trzeci dzień Chanuki. W tym roku zima zaczęła się wcześnie od burzy śnieżnej; wzdłuż drogi wznosiły się zaspy, a dzieci zjeżdżały na sankach po podjeździe na Lincoln Avenue.

– Zdenerwowany? – spytał Berish z przedniego siedzenia.

Wzruszyłem ramionami, unikając jego wzroku. Nie byłem zdenerwowany, nie w taki sposób, o jakim myślał. Powiedziano mi, że mnie chcą. Nie obawiałem się odrzucenia.

Samochód zatrzymał się przy krawężniku. Frontowe drzwi domu były lekko uchylone i przez cienką zasłonę widziałem kręcących się w środku ludzi. W przedpokoju czekała moja matka, która spojrzała na mnie z nieco wymuszoną radością.

–To urocza dziewczyna – powiedziała z uśmiechem.

W jej głosie usłyszałem cień smutku, jak gdyby wyczuwała przygniatający mnie ciężar, ale ona też wiedziała, że odmowa nie wchodzi już w rachubę. Rebe dał swoje błogosławieństwo. Nie zostało nic więcej do powiedzenia.

  • ZOBACZ KTOŚ: Koronawirus w Nowym Jorku. Gubernator spotkał się ze środowiskiem ortodoksyjnych Żydów

Z któregoś pokoju w głębi wynurzył się Chaim Goldstein. Uśmiechnął się i uścisnął mi dłoń, a potem z Berishem wprowadził mnie do jadalni. Mama poszła za nami.

Dziewczyna, moja przyszła żona, stała na drugim końcu stołu razem ze swoją matką. Miała krótkie kręcone blond włosy. Ubrana była prosto, w długą plisowaną spódnicę, zapinany sweter z wycięciem w serek na białej bluzce z marszczonym kołnierzykiem. Odwróciła wzrok, gdy wszedłem, i dopiero po chwili zerknęła w moją stronę, uśmiechnęła się sztywno i znów szybko odwróciła wzrok.

Starsi wyszli z pokoju, a Gitty i ja usiedliśmy przy przeciw­ległych końcach stołu. Od pięciu lat nie wolno mi było rozmawiać z dziewczynami, czułem się więc dziwnie i nieco nieprzyzwoicie, będąc w pokoju sam na sam z dziewczyną. Powiedziano mi, że rozpoczęcie rozmowy to moje zadanie, ale obcość tej sytuacji sprawiała, że czułem się oszołomiony. Przez całą minutę nie przychodziło mi do głowy nic, co mógłbym powiedzieć.

(Video) BKTB 01 : Celui qui va vers elle ne revient pas - Shulem Deen

–Uśmiechaj się od ucha do ucha – poradził mi przyjaciel, do którego zwróciłem się wcześniej tego wieczoru, mówiąc, że czeka mnie beszou i potrzebuję rady. – Uśmiechaj się od ucha do ucha. Cały czas. Musisz jej pokazać, że cieszysz się, że tam jesteś.

–Cały czas?

–Od ucha do ucha, cały czas. – Nie miał wątpliwości.

Nie byłem pewien, jak potraktować jego radę. Uśmiech od ucha do ucha siłą rzeczy wymagał nienaturalnego usztywnienia mięśni twarzy i wiedziałem, że nie dam rady tego utrzymać przez piętnaście minut naszej rozmowy. Poza tym wyglądałbym na nieszczerego. Jednak mój przyjaciel nie miał innych pomysłów. Powiedział, że sam zastosował takie rozwiązanie i może zaświadczyć o jego skuteczności. Na moje pytanie o tematy rozmowy odparł: "Mów o czymkolwiek". O czym jednak można rozmawiać z dziewczyną, która nigdy nie studiowała Talmudu, nigdy nie uczestniczyła w tiszu rebego – której życie w gruncie rzeczy było tak odmienne od mojego, że po prostu nie mogliśmy mieć ze sobą nic wspólnego. Mój przyjaciel nie wiedział, nie był pewien, już nie pamiętał, naprawdę, od jego spotkania minęło tyle miesięcy. W każdym razie, dodał, w jego wypadku mówiła głównie dziewczyna.

Gitty jednak mało się odzywała. Nerwowo szukając tematu do rozmowy, w końcu zacząłem zadawać pytania, na które odpowiedź już znałem: czy chodzi jeszcze do szkoły, ile ma rodzeństwa, czy chce pozostać w wiosce po naszym ślubie. Nie, pokręciła głową, skończyła szkołę kilka miesięcy temu. Jedenaścioro rodzeństwa, wyszeptała ledwo słyszalnie. Tak, skinęła głową, chciała dalej mieszkać w wiosce. Powiedziałem kilka zdań o sobie. Dodałem, że chcę kontynuować naukę po ślubie, co najmniej przez dwa lata. W odpowiedzi skinęła głową. To było oczywiste. Dwa lata nauki były obowiązkowe dla wszystkich żonatych mężczyzn we wsi.

Siedziała z opuszczonym wzrokiem, wpatrzona w stół. Gdy w pewnej chwili na mnie spojrzała, natychmiast rzuciłem jej ten doradzany przez przyjaciela uśmiech od ucha do ucha, a ona go sztywno odwzajemniła. Myślałem, że może sama zada mi jakieś pytania albo wygłosi jakieś uwagi, ale widocznie żadnych nie miała. Wkrótce wyczerpały mi się pytania i siedzieliśmy w milczeniu, aż do pokoju wszedł Chaim Goldstein.

–Skończyliście? – spytał.

(Video) Meet Shulem Deen | Off The Derech - On Your Own Path

To nie było pytanie. Najwyraźniej skończyliśmy. Wyobrażałem sobie piętnastominutowe spotkanie, ale to trwało najwyżej siedem minut. Poczułem ulgę, że się zakończyło.

Pojechaliśmy do nieodległego domu rebego, Gitty i ja w osobnych samochodach. Kilku kręcących się wokół przyjaciół i krewnych wesoło mnie powitało. Już ich zawiadomiono i niewątpliwie się cieszyli. Sekretarz rebego też patrzył przyjaźnie; z powodu radosnego wydarzenia, nowych zaręczyn, zapomniał o burkliwym nastawieniu.

Najpierw weszli mężczyźni, kobiety za nimi, a rebe uśmiechał się i machał ręką, okazując radość. Mężczyźni zgromadzili się wokół stołu, zostawiając wolne miejsce, by rebe wyraźnie widział narzeczoną, stojącą wśród kobiet pod ścianą naprzeciwko.

Sekretarz zamknął drzwi.

Mazel tow, mazel tow! – powiedział rebe. – Niech to będzie stabilny związek. Obyś zasługiwał, by mieć długo nasienie i wychować prawe i błogosławione pokolenia.

Zaręczyny były ostateczne, błogosławieństwo rebego jak młotek sędziego.

Przekład: Barbara Gadomska.

Shulem Deen, "Kto odejdzie, już nie wróci. Jak opuściłem świat chasydów" [FRAGMENT KSIĄŻKI] (1) Foto: Materiały prasowe

*Shulem Deen (ur. 1974) – amerykański pisarz i publicysta. Należał do wspólnoty ortodoksyjnych chasydów Skwer, którą musiał opuścić ze względu na odejście od wiary. We wspólnocie pozostała jego żona i pięcioro dzieci. Swoje przeżycia opisał w książce Kto odejdzie, już nie wróci wyróżnionej National Jewish Book Award, amerykańską nagrodą dla najlepszej książki o tematyce żydowskiej. Publikował m.in. w "The New York Times", "Forward", "Tablet", "Salone". Mieszka w Nowym Jorku.

(Video) Invité du 12/13 : Shulem Deen sur RCJ

FAQs

Kto odszedł już nie wróci? ›

Przejmująca opowieść o tym, jak Deen stara się pogodzić swoją tożsamość i miłość do rodziny z utratą wiary w Boga. Jest to zarazem opowieść o wielkiej odwadze, jak i nadziei, które kierują autorem, gdy po raz pierwszy stara się żyć otwarcie i bez strachu.

Kto odejdzie już nie wróci opinie? ›

Deen barwnie i szczegółowo opisuje świat skwerczyków – jednego z najbardziej ortodoksyjnych odłamów chasydów. Ale jego książka to przede wszystkim głęboko humanistyczna refleksja nad istotą wiary oraz niezbywalnym prawem do wolności i poszukiwania własnej drogi.

Kto odejdzie już nie wróci Empik? ›

Jak opuściłem świat chasydów - Deen Shulem | Książka w Sklepie EMPIK.COM.
...
Informacje szczegółowe.
Tytuł:Kto odejdzie, już nie wróci. Jak opuściłem świat chasydów
Autor:Deen Shulem
Tłumaczenie:Gadomska Barbara
Wydawnictwo:Wydawnictwo Czarne
1 more row

Videos

1. TJC's Up Close Interviews: Barney Frank and Shulem Deen
(TheJewishChannelTJC)
2. The truth about Footsteps. *Watch till the end*
(Fundie to Frei)
3. 𝐌𝐮𝐬𝐭 𝐖𝐚𝐭𝐜𝐡: 𝐖𝐡𝐲 𝐝𝐨 𝐊𝐢𝐝𝐬 𝐆𝐨 𝐨𝐟𝐟 𝐭𝐡𝐞 𝐃𝐞𝐫𝐞𝐜𝐡: 𝐐 & 𝐀 𝐰𝐢𝐭𝐡 𝐭𝐡𝐞 𝐄𝐱𝐩𝐞𝐫𝐭𝐬
(shiezoli)
4. Shulem Deen, Celui qui va vers elle ne revient pas (Éditions Globe)
(Anne Arnaud)
5. Przeczytałam książki, które otworzyły mi oczy! 👀 Reportaż Grupińskiej i biografia Shulema Deena 📚
(Z Czym To Się Czyta)
6. How Mike Dean Became a Synth God
(Converse With Me)
Top Articles
Latest Posts
Article information

Author: Van Hayes

Last Updated: 12/31/2022

Views: 5437

Rating: 4.6 / 5 (66 voted)

Reviews: 89% of readers found this page helpful

Author information

Name: Van Hayes

Birthday: 1994-06-07

Address: 2004 Kling Rapid, New Destiny, MT 64658-2367

Phone: +512425013758

Job: National Farming Director

Hobby: Reading, Polo, Genealogy, amateur radio, Scouting, Stand-up comedy, Cryptography

Introduction: My name is Van Hayes, I am a thankful, friendly, smiling, calm, powerful, fine, enthusiastic person who loves writing and wants to share my knowledge and understanding with you.